Start arrow Warto wiedzieć arrow Zamek będziński na nowo odkrywany - część 1
Zamek będziński na nowo odkrywany - część 1
Wpisał: Janusz Mieduniecki   
06.08.2007.

CZĘŚĆ 1

Biblia każdego miłośnika Będzina, blisko 900-stronicowa cegła Włodzimierza Błaszczyka, tylko na pierwszy rzut oka robi niezwykłe wrażenie. Zwłaszcza ostatnio nowe badania archeologiczne na Górze Zamkowej podważają wiele twierdzeń szacownego autora. Jeśli doliczymy do tego masę błędów, pomyłek i niekonsekwencji (znajdzie je każdy, kto tę księgę zacznie dokładniej analizować) to nie pozostanie nam nic innego, jak odłożyć ją na półkę i czekać na nadchodzącą Monografię Będzina.

    Książka Błyszczyka ma jeszcze jedną wadę, o której mówi się raczej cichaczem. Otóż Błaszczyk pojawił się w Będzinie już w trakcie zaawansowanych prac na zamku i to, co później napisał, właściwie dotyczy tylko jego dorobek badawczy. Swoich poprzedników – czasami wielkie nazwiska – zbywał milczeniem. A że jest o czym pisać, za chwilę się przekonamy.

Pierwsze poważne prace na terenie zamku w Będzinie rozpoczęto w latach 1927-28. W czasie prezydentury Artura Michaela, ówczesny Zarząd Miejski zarządził remont muru obwodowego zamku górnego (o dolnym jeszcze wówczas w zasadzie wiedziano tylko z relacji Jana Długosza)., południowo-wschodni jego narożnik. Jednym z pracowników Zarządu Miejskiego, w Wydziale Budowlanym, był inż. Tadeusz Rudzki, zaangażowany w odbudowę zamku jeszcze w pierwszych latach po II wojnie światowej. W pierwszej fazie robót uprzątnięto gruz zalegający dziedziniec zamkowy oraz przekopano znajdującą się tam ziemię. Znalezione przedmioty (skorupy gliniane, fragmenty żelazne, spalona glina, fragmenty kafli) zebrano w 4 lub 5 drewnianych skrzyniach. Do 1939 roku skrzynie te znajdowały się w będzińskim Magistracie, niestety zaginęły w latach II wojny światowej.

    Prace remontowe na zamku podjęto wkrótce po zakończeniu wojny. Pierwsze prace (1949) rozpoczęto przy tzw. wieży kwadratowej (wyższej części budynku mieszkalnego), odsłaniając jej fundamenty. Wydobywaną ziemię (wraz ze znalezionymi ułamkami zabytków) wykorzystano do wyrównania dziury powstałej w 1902 roku na międzymurzu  z powodu obsunięcia południowo-wschodniego narożnika muru. Dzisiejsi archeologowie rwaliby sobie włosy z głowy...

    28 sierpnia 1949 roku jeden z robotników (Kozłowski) znalazł na głębokości 2,5 m. od poziomu parteru złoty dukat węgierski. Dukat ten w późniejszym czasie przekazany był do Muzeum Zagłębia w Będzinie i do dziś można go oglądać na wystawie stałej w sali na parterze zamku będzińskiego.

  



    Tego samego dnia odkryto fragmenty żelastwa, które wówczas interpretowano jako dyby co skłoniło ówczesnych badaczy (inż. Rudzki) do twierdzenia, że w wieży kwadratowej, na jej najniższej kondygnacji, mogło znajdować się więzienie. Nie jest to wykluczone, zważywszy, że jedyne wejście do tego pomieszczenia prowadziło przez dziurę w podłodze pomieszczenia na drugiej kondygnacji (czyli tam, gdzie dziś znajduje się kasa Muzeum). Obok dybów znaleziono także kości zwierzęce, zęby końskie i jeden ząb świni. Ale to już może nie tak istotne.

Po kilku dniach (3.09) na głębokości 2,7 m. znaleziono kolejną monetę grosz Zygmunta I Starego.



 Był to tylko przedsmak do znalezienia 8 września resztek woreczka skórzanego z kilkudziesięcioma denarkami Kazimierza Jagiellończyka – także i ine można do dziś oglądać na zamkowej wystawie. Znaleziony przed rokiem „skarb hutnika” w Łośniu nie jest więc pierwszym – choć większym – tego typu znaleziskiem na naszym terenie.

    Rok 1949 przyniósł także pewne makabryczne znalezisko. Otóż w pomieszczeniu przylegającym do wieży kwadratowej (a więc w części zwanej obecnie budynkiem mieszkalnym), na głębokości 0,2 m. pod poziomem z roku 1834 (odbudowa Lanci`ego) znaleziono... ludzki szkielet. Podejrzewano morderstwo, choć dziś nie da się już stwierdzić, na jakiej podstawie. Mógł to być także szkielet pewnego pechowego przechodnia, którego podobno zabiły kamienie lecące z sypiących się murów (na początku XIX wieku).



    Od razu po wojnie, w roku 1945, przystąpiono do badania gruntu za pomocą wykopów na terenie dziedzińca i międzymurzu (zwanym ówcześnie majdanem). Badania te regularnie kontynuowano aż do 1953 roku, początkowo według wskazówek architekta B. Guerquina (autora jednego z ważniejszych opracowań zamków w Polsce), później architekta Zbigniewa Gawlika (o tym w kolejnych częściach naszej opowieści). Ogólny plan prowadzonych badań przedstawia poniższy szkic.

    Znaleziony materiał archeologiczny (kości zwierzęce, fragmenty ceramiki i kafli) przechowywane były w Wydziale Gospodarki Komunalnej, następnie – do dziś  - w Muzeum Zagłębia.

    Jeszcze jedno odkrycie nigdy nie ujrzało światła dziennego i być może teraz publikowane jest po raz pierwszy (być może, bo nie przejrzałem dokładnie prasy z lat 50.). Otóż w dolnych partiach tzw. wieży kwadratowej odkryto lochy. Wprawdzie niewielkie, ale jak dotąd są to jedyne lochy odkryte bezpośrednio pod zamkiem. Słowo lochy jest być może trochę na wyrost, gdyż chodzi o mniej więcej dwumetrowy korytarzyk znajdujący się w północno-wschodnim narożniku wieży. Jedyny ślad po tym znalezisku to zachowany do dziś odręczny rysunek T. Rudzkiego.

Zamkowy loch


CIĄG DALSZY NASTĄPI

Opracowano na podstawie relacji Lucjana Balcerowskiego, wykonanej na zlecenie Muzeum Zagłębia w 1963 roku, a powstałej na podstawie wywiadu przeprowadzonego z inż. Tadeuszem Rudzkim w roku 1955

Jarosław Krajniewski

 
Zmieniony ( 06.08.2007. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »